piątek, 19 maja 2017

HERCULES TOUR 2k17

Jak co roku najbardziej wyczekiwanym przeze mnie wydarzeniem motoryzacyjnym był organizowany cyklicznie w połowie maja Hercules Tour. Pośród malowniczych krajobrazów Jury Krakowsko-Częstochowskiej zjeżdżają się najlepsze projekty z południowej Polski (i nie tylko). 


Na miejscu można podziwiać samochody, obserwować latanie bokiem czy palenie gumy. Także zazwyczaj znajduje się stoisko SoundCheck oraz namioty m. in. TuningKingz, gdzie można nabyć najlepsze kosmetyki samochodowe czy u innych sprzedawców naklejki lub blachy. Wiele osób też decyduje się na grilla przy złotym napoju bogów. 

My wybieraliśmy się tam w drugi dzień imprezy, czyli w sobotę, lecz pewne okoliczności nam na to nie pozwoliły, a pogoda nas zniechęciła... Jednak, gdy wstaliśmy w niedzielę (oczywiście w południe :D) i zobaczyliśmy jak pięknie jest za oknem, nie mogliśmy odpuścić. Mieliśmy jechać sami, bo ekipa z Bieżanowa była już wcześniej, ale zadzwonił kumpel Piotrka i stwierdziliśmy, że spotykamy się o 15 w Libertowie i lecimy razem. Tak jest zawsze weselej. 
Zanim się zebraliśmy i wyjechaliśmy... oczywiście się spóźniliśmy. Na autostradzie jednak nadrobiliśmy zaległości czasowe, choć Andrzej narzekał, żebyśmy zwolnili, bo nie daje rady haha. Niestety w drodze do Zajazdu Wernyhora minęliśmy się ze wszystkimi znajomymi: od Lilki i Dymka do ekipy Low Elite. Tyle genialnych samochodów wracało już z wydarzenia, że bałam się, iż na miejscu nie będzie już nic ciekawego. Na szczęście martwiliśmy się na zapas... Gdy dojechaliśmy - w życiu nie widziałam tam takiej frekwencji! Wszędzie tłoczno na tyle, że szukaliśmy miejsca do zaparkowania przez 20 minut... Tym bardziej, że potrzebowaliśmy zmieścić obok siebie dwa wozy. Po tym, ja udało się odstawić auta poszliśmy na polanę, gdzie znajdował się punkt centralny imprezy. Wielki nierównomierny hałas niestety nie spodobał się Julce, która okazała się najmłodszym uczestnikiem i po niecałej godzinie musieliśmy wracać. Na szczęście Piotrek zdążył sobie kupić pamiątki w formie naklejek oraz wizytówkę firmy wyrabiającej personalne tablice rejestracyjne np. na zloty. 
Jak zwykle organizacja na wysokim poziomie oraz masa niesamowitych projektów. Za rok jednak zdecydowaliśmy, że wynajmiemy coś na miejscu i przesiedzimy tam cały weekend podczas trwania wydarzenia. Lepiej być na miejscu :) 

Długo szukałam jakieś dobrej fotorelacji, która oddałaby klimat Herculesa. W końcu trafiłam na Automotive Photography by yez i stwierdziłam, że lepiej trafić nie mogłam. Człowiek po prostu ma dwie najważniejsze rzeczy: pasję i talent. Zdjęcia dodaję chronologicznie z całego weekendu. Jeśli czujecie niedosyt to zapraszam na jego fanpage: KLIK!



Scirocco R Project / Low Elite
Performance Focus ST & Daily SuperB /Low Elite












W ten weekend możliwe, że pojawimy się na Moto Show w Krakowie, a jeśli to dojdzie do skutku to relacja z tego wydarzenia pojawi się u mnie na Instagramie. Zapraszam!

sobota, 13 maja 2017

GO HARDWELL OR GO HOME TOUR @ TAURON ARENA, KRAKÓW

Moi znajomi wiedzą, że szaleje na punkcie muzyki elektronicznej. Wy poza tym wiecie, że przyuczam się do grania na imprezach jako DJ. Wszyscy wiedzą, że mam za sobą sporo koncertów - głównie tych w moich klimatach. Dlatego nie mogło mnie i tam zabraknąć...

O występie Hardwella w Krakowie wiedziałam od dawna, ale jakoś mi to umknęło. Dopiero pare miesięcy temu przypomniała mi o nim znajoma pytając czy się wybieram. Od razu odpisałam, że nie, bo co z Julką etc. Przez ramię Piotrek obserwował rozmowę i namówił mnie, bym szła i niczym się nie przejmowała, że mi się należy i on się nią zaopiekuje w tym czasie. Nawet nie wiecie jak jestem mu wdzięczna, że dałam się namówić na koncert DJ-a znajdującego się na podium corocznego zestawienia DJ MAG TOP 100.

Bilety zmówiłam już następnego dnia. Kilka dni później dostałam je do ręki. Piszę w liczbie mnogiej, gdyż wiadomo, takie eventy samemu nie przystoją... więc od razu kupiłam dwójce znajomym, którzy zdecydowali się mi towarzyszyć. 

Oczekiwałam tego dnia w napięciu: im bliżej wydarzenia - tym większe emocje. W międzyczasie na aliexpress zamówiłam koszulkę, która dotarła do mnie bardzo wcześnie, bo już miesiąc przed występem.. Delikatnie ją przerobiłam... I jeszcze bardziej nie mogłam się doczekać. 
Gdy doczekałam się tej wyjątkowej soboty nie obyło się bez dramatów. Piotrkowi uciekł bus do mnie, przez co się spóźnił a ja przez to bałam się, że nie zdążę się ogarnąć. Przy okazji okazało się, że nie mam transportu. Na szczęście Tata udostępnił nam samochód, więc po drodze zgarnęliśmy Filipa i Magdę. Dotarliśmy na miejsce, gdy zaczął się support. Chwilę później już bawiliśmy się z innymi. Kill The Buzz zrobił naprawdę świetną robotę. Największe hity w jednym mixie? Coś co lubimy najbardziej :D

video

Kiedy zszedł zza konsoli oczekiwaliśmy w napięciu wyjścia gwiazdy wieczoru. Czas dłużył się w nieskończoność, ale po tym jak Hardwell stanął na scenie wiedzieliśmy, że będzie tylko lepiej. 

video

I jak widać na powyższym filmiku - nie zawiedliśmy się. Zagrał dokładnie wszystko, co chcieliśmy usłyszeć: swoje największe hity oraz te najbardziej imprezowe innych producentów.

video

Całą imprezę oceniam na szóstkę z plusem. Ludzie różnych narodowości (najwięcej oczywiście było Polaków, ale poza tym Słowacy, Hiszpanii, Włosi, Chińczycy, a nawet przewinęła mi się przed oczami flaga Brazyliska!) i zróżnicowani wiekowo, lecz z jedną wielką pasją - muzyką elektroniczną. Nieziemska atmosfera, wierzcie mi. Mam nadzieję, że takie imprezy będą się częściej odbywać.


Relacje z tego eventu mogliście zobaczyć na moim Instagramie. Jeśli jeszcze mnie nie obserwujecie, to zachęcam, bo już jutro coś ekstra dla fanów samochodów - przebieg Hercules Tour 2017 na moim InstaStory (o ile tylko pogoda dopisze - na deszczu nie będę tam siedzieć z Małą, co innego sama)! Nie mogłabym przegapić największego takiego spotu na wysokim poziomie, i to w okolicy. Jestem jego uczestniczką dopiero od dwóch lat, ale ile jeszcze przede mną :D
Dla tych nie w temacie - jeżeli chcecie wiedzieć co to za wydarzenie możecie przeczytać opis z edycji 2015 - tu macie link do wpisu na moim starym blogu :) 

Wszelkie pytania możecie zadawać na moim asku.

sobota, 6 maja 2017

Moje top 7 z aliexpress

Ostatnio chyba najpopularniejszym sklepem Internetowym stało się Aliexpress. Coraz częściej spotykam się w blogosferze z haulami z chińskiej hurtowni, gdzie można znaleźć dosłownie wszystko. Coś w stylu naszego allegro, tylko dużo taniej. Można tam kupić ciekawe i bardzo oryginalne gadżety czy ciuchy, wszelkiego rodzaju kosmetyki oraz akcesoria, sprzęt elektroniczny... Naprawdę - czego dusza pragnie. 

Przyznaję się bez bicia, że po raz pierwszy usłyszałam o tym sklepie dopiero w zeszłe wakacje i to całkiem przez przypadek. Przesiadując na garażu czy pod wiatą u kumpli na Bieżanowie przyjaciółka namiętnie przeglądała coś w telefonie, więc pewnego dnia po prostu spytałam, co ona ma tam tak wciągającego. Pokazała co i jak, pomyślałam "wow"... i się skończyło. Sama bałam się tam zamawiać.

Z nudów siedząc w domu na początku lutego zaczęłam buszować po Aliexpress... i musiałam założyć konto. Koniec końców zakupiłam parę rzeczy, i pierwsze paczki dotarły już po dwóch tygodniach! Chociaż nawet nie zdążyłam ich rozpakować, bo musiałam jechać do szpitala :D 

W tym wpisie chciałam Wam pokazać moje TOP 7 rzeczy zakupionych właśnie na tym sklepie Internetowym. Siódemka to szczęśliwa liczba i mimo, że w ciągu 3 miesięcy mam tego ponad 10 razy więcej, to właśnie nimi może Was zainspiruję lub przekonam do nabywania tam rzeczy za grosze (dosłownie!). Ale przejdźmy do tematu.

MAŁA TOREBKA Z NADRUKAMI - 7,83 zł:
Zamawiając tą torebkę byłam przekonana, że to naszywki a nie nadruki haha. Mimo to, gdy rozpakowałam paczkę wcale nie czułam rozczarowania, o nie! Tak bardzo się w niej zakochałam, że ta różnica nie miała dla mnie znaczenia. Chciałam oryginalnej małej torebki, do której zmieszczą mi się tylko najpotrzebniejsze rzeczy typu telefon i chusteczki... udało się. Strasznie jestem zadowolona z jej zakupu. Dobrze wykonana, jak za taką cenę - naprawdę polecam!

PĘDZELKI DO MAKIJAŻU - 16,30 zł oraz SILIKONOWA GĄBECZKA - 2,69 zł:
Tak duży zestaw pędzelków za tak śmieszną cenę okazał się moim numerem jeden. Naprawdę. Miałam kilka wcześniej i te z Delfy i ze strony pędzledomakijażu.pl i jakieś pojedyncze z innych firm, ale żadnymi z nich nie pracuje mi się tak dobrze jak tymi miętowymi cudami.
Silikonowa gąbeczka do makijażu stała się hitem jakiś czas temu. Stwierdziłam, że i ja spróbuję. Szczerze mówiąc nie korzystałam z niej jeszcze (używam tylko tych zwykłych, oczywiście z Ali! W wielu kolorach i rozmiarach do wyboru, nawet za niecałą złotówkę :D), ale czas najwyższy i jej dać szansę. Zamówiłam kilka tych silikonów, jedną dostała między innymi przyjaciółka i była mega zadowolona. Przede wszystkim podkład w nią nie wsiąka w przeciwieństwie do tych normalnych gąbek i podobno łatwiej się nią pracuje. No cóż, trzeba przetestować wreszcie...

ZEGARKI
BIAŁY - 7,09 zł, RÓŻOWY - 6,67 zł, CZARNY - 6,84 zł:
Piękne zegarki za śmieszną cenę. Wykonane są bardzo starannie i stanowią świetne dopełnienie każdego outfitu. Nigdy szczególnie nie nosiłam zegarków, ale dzięki Ali zmieniłam to, a ta zmiana wyszła mi na plus (przynajmniej moim zdaniem). Jedyny minus - co prawda drobny, lecz wolę wspomnieć - paski są strasznie "twarde" i ciężko nimi manewrować. Nawet to jednak nie potrafi zaćmić ich uroku.

NASZYJNIK - 1,45 zł:
Uwielbiam hamsę. Mam kilka ciuchów w ten wzór i gdy zobaczyłam ten wisiorek wiedziałam, że muszę go mieć. Na zdjęciach sprzedawcy nie wyglądał na starannie wykonany, a tu niespodzianka! Jak widzicie jest naprawdę ładny i genialnie się prezentuje.

PIERŚCIONKI - 0,79 zł:
Pierścionki skrzydełka były w tak atrakcyjnej cenie i tak ładnie wyglądały na zdjęciach, że zamówiłam w obu kolorach. Są to zdecydowanie moje ulubione, po prostu piękne... Dużym plusem jest możliwość regulacji, aczkolwiek ja z tego nie korzystam, bo wiem, że mogłoby to je zniekształcić i już się tak nie prezentować.

RZĘSY NA PASKU zielone - 4,62 zł, różowe - 2,57 zł, białe - 0,83 zł:
Powiedzcie mi drogie Panie, gdzie tak tanio kupicie w Polsce tyle rzęs? I to naprawdę dobrych, nie jakiś pierwszych lepszych. Jak widać najbardziej przypadły mi do gustu te "różowe". Wyglądają naprawdę naturalnie. "Zielone" zamówiłam, gdyż kilka youtuberek strasznie je zachwalało, niestety jak dla mnie po prostu nie pasują. A te białe mam zostawione na jakąś specjalną okazje, może na któreś wesele... bo w tym roku zapowiadają mi się aż trzy. Na pewno się więc przydadzą :D
Klej do rzęs również znajdziecie na Aliexpress, jest to koszt około dwóch złotych.

TORBA NA RAMIĘ - 17,99 zł:
Moja największa perełka z chińskiego marketu. Bałam się strasznie o jakość i wykonanie - zupełnie niepotrzebnie: strasznie starannie uszyta, a w środku podszewka ma wspaniały zielony kolor w odcieniu butelkowym. Zawiera też małą kieszonkę na zamek, która jak dla mnie jest ogromnym atutem. Za taką cenę... nie ma co się zastanawiać. 

Poza tymi cudeńkami chciałam Wam pokazać jeszcze jedną zdobycz:
Tą koszulkę znalazłam całkiem przez przypadek. Piotrek przeglądał Aliexpress i trafił na jedną z samym napisem "Hardwell". Wysłał mi ją i podśmiechiwał, żebym sobie zamówiła na koncert.
Zaczęłam szukać innej (tamta niezbyt mi odpowiadała) i trafiłam na tą. Logo, które się na niej znajduje odpowiada trasie koncertowej, która obecnie się odbywa. W jej skład wchodzi też jutrzejszy występ w Krakowie, na który się wybieram. Stwierdziłam, że co mi szkodzi, 37 złotych to nie majątek, biorę. 
Bałam się, że będzie z jakiegoś słabego materiału a nadruk nie będzie mnie satysfakcjonował... a tu kolejna niespodzianka. Zupełnie nie tego się spodziewałam, strasznie miłe zaskoczenie. Prezentuje się super, chociaż jak widać trochę ją podtuningowałam. Teraz jestem w 100% gotowa na jutrzejsze show :D 

Jeszcze mała podpowiedź dla Pań: jeśli szukacie jakiejś zmysłowej bielizny, to polecam kupować właśnie tam :P To samo dotyczy modnych jeszcze z tamtego sezonu koronkowych staników z dodatkowymi paseczkami. Niestety przez moją figurę nie mogę takich nosić, ale siostra zamówiła pare i jest strasznie zadowolna. 

Co wy myślicie o zamawianiu rzeczy na Aliexpress? A może znaleźliście coś godnego uwagi? Czekam na opinie w komentarzach :) 
W komentarzach mogę Wam podlinkować moje zdobycze (o ile są jeszcze dostępne). Jeśli Ci się coś spodobało - napisz. 

Jutro na moim Instastory relacja z występu Hardwella na Arenie w Krakowie, więc zapraszam do śledzenia.
A pytania spoza notki możecie zadawać TU.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Szybcy i wściekli 8 - warto czy nie?

Dziś mieliśmy w końcu okazję wyjść z Piotrkiem do kina na najgorętszą premierę tego miesiąca - jak nie roku. Mowa oczywiście o serii Szybcy i wściekli, a konkretnie o ósmej odsłonie. 

Jeśli nie wiecie, czy warto wydać pieniądze na bilet, to polecam przeczytać ten wpis. Może akurat okaże się pomocny. 


Autorzy serii wypalili się mniej więcej w połowie - przynajmniej dla mnie. Na każdą kolejną część po czwartej było coraz mniej pościgów i innych głównych wątków wyróżniających Szybkich i wściekłych. Filmy stały się zwykłym kinem akcji i niewiele wspólnego miały z początkami twórców. Bałam się, że seans niczym szczególnym mnie nie zaskoczy... Czy się myliłam?

Bardzo. Biję się w pierś i odwołuję wszystkie poprzednie myśli, gdyż ósemka zaskakuje od samego początku. Pościgi, wartości, akcja oraz kontynuacja wątków - czyli wszystko za co fani kochają F&F zastało zawarte w tej produkcji. Także dałabym plus za nieprzewidywalność kolejnych scen - naprawdę trzyma w napięciu i zaskakuje, a dodatkowo dowiadujemy się paru faktów z życia postaci nieujawnionych we wcześniejszych częściach. Osobiście przewinęło się przeze mnie wiele emocji - śmiałam się, płakałam, zaskakiwałam. Zdecydowanie więcej humoru sprawiało, że naprawdę świetnie się oglądało. Dla mnie największy plus za wrócenie do pościgów, szybkich i ekskluzywnych samochodów, podkreślanie wartości rodziny oraz za efekt szokowania widzów. Gorąco polecam wszystkim sympatykom dobrego kina.


Jeśli nie przekonałam Was ja, może uda się to powyższemu trailerowi. 
Dajcie znać w komentarzach, czy lubicie filmy w tej tematyce :) 

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Spot KWI WIELICZKA dla Amelki & Natalki

Przepraszam za tak długą przerwę, ale święta mnie wciągnęły, następnie choroba... i też czekałam na zdjęcia z wydarzenia, które chciałam przedstawić w tym wpisie. Dziś zmieniamy klimat i z tematu kosmetyki przenosimy się w motoryzację. 

Chce pokazać Wam jak łączyć przyjemne z pożytecznym. Że nie zawsze każdy gówniarz za kierownicą to egoista jeżdżący za hajs tatusia. Że pasja naprawdę łączy ludzi. 

W pierwszy dzień Świąt Wielkanocy odbył się spot charytatywny dla Amelki i Natalki organizowany przez ekipę NJSBC Wieliczka. Zamysł spotkania na duży plus: dziewczynki obecne wśród fanów samochodów uśmiechem zachęcały do wrzucania do puszki pieniędzy na kosztowne leczenie, gdyż u obu zdiagnozowano padaczkę, astygmatyzm i afazję dziecięcą, a ostatnio także stwierdzono u nich lordozę kręgosłupa szyjnego, a także opóźnienie rozwoju w stopniu lekkim. Jednak nawet kapryśna pogoda nie była w stanie popsuć ich dobrego humoru.

Zdjęcie pobrane z fanpage'a NJSBC KWI Wieliczka
Tak naprawdę nie wybieraliśmy się z Piotrkiem na ten spot, ale jadąc w odwiedziny do Jego rodziny przypomniałam sobie o nim. W drodze na Bieżanów obdzwoniliśmy znajomych, czy ktoś od nas się wybiera i ustaliliśmy, że pojedziemy na zwiady czy w ogóle jest sens zbierać ekipę (mieliśmy po drodze). Gdy dojechaliśmy na miejsce daliśmy znać SMS-em, że jest spora frekwencja i ustaliliśmy miejsce oraz godzinę spotkania, skąd pojedziemy wszyscy razem. Zdecydowanie za dużo chętnych kumpli się znalazło, i by nie przejeżdżali tej trasy sami kierowcy spakowaliśmy się na trzy auta. 


Gdy już wszyscy razem dotarliśmy na wydarzenie ustawiliśmy się obok siebie. Chwilę później zauważyliśmy, że inni znajomi wjeżdżają na parking, więc dołączyli do nas. W końcu po paru miesiącach miałam czas, by spotkać się ze wszystkimi i zwyczajnie pogadać. A także poznać nowe osoby. Za to właśnie uwielbiam takie spoty. I za samochody oczywiście też :D


Jak widzicie Julkę wzięliśmy ze sobą, niech od małego się uczy haha. Chciałam Wam też w ten sposób pokazać, że dziecko wcale nie równa się z przekreśleniem pasji czy marzeń. Niestety pogoda dawała w kość, więc nie wyciągaliśmy jej z samochodu. Ciągle musieliśmy koczować przy jej oknie czy oby się nie obudziła, ale nie było to dla nas uciążliwe. Tym bardziej, że niektórzy znajomi jeszcze jej nie zdążyli poznać, więc i tak stali obok. 
Po wydarzeniu organizatorzy dostali dyplom z podziękowaniami od Mamy dziewczynek. Bardzo miły gest, którego chłopaki zapewne się nie spodziewali :) 

Na koniec chciałabym Wam przedstawić kilka perełek uchwyconych przez jednego z fotografów obecnych na spocie. Gościu robi fantastyczne zdjęcia o przeróżnych tematykach, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, dlatego zapraszam na Nomolk Photo!







Na moim InstaStory z tego wydarzenia nie było obszernej relacji, gdyż nic konkretniejszego się nie działo. Jednak w sobotę ta sama ekipa organizuje spot z przejazdem do Dobczyc, a to już coś ciekawszego, więc pewnie znajdzie się tam trochę zdjęć czy filmików - o ile się wybierzemy. 
Także wybieram się niedługo na koncert Hardwella w Krakowie, dlatego jeśli chcecie być ze mną na bieżąco to zapraszam na mój Instagram
Pytania zdawajcie na ask'u.

Do następnego!

wtorek, 11 kwietnia 2017

PEREŁKI Z COCOLITA.PL NA DOBRY START

Przez okres ciąży nie chcąc wyrzucać pieniędzy w błoto kupując ubrania skupiłam się dla odmiany na kosmetykach. Dzięki temu odkryłam nową pasję i zaczęłam bawić się makijażem. Make up'owa rutyna poszła w kąt i zaczęły się eksperymenty. Co miesiąc poszerzałam swoją kolekcję paczkami z cocolity (a czasem nawet więcej niż jedną, gdy trafiała się ciekawa okazja).

Na cocolitę trafiłam przez przypadek - na facebooku wyświetliła mi się ich reklama i tym sposobem zostałam stałą klientką. Stwierdziłam, że co mi szkodzi, zamówię kilka rzeczy. 

Skusiły mnie naprawdę przystępne ceny. A dlaczego tam "zostałam"? Bo mam pewność, że na drugi dzień kurier zapuka do drzwi z paczką, w której znajduje się całe, niezniszczone zamówienie. Wiadomo jak jest na magazynach kurierskich - czasami coś się rzuci lub spadnie. Jednak pracownicy tej strony wydają naprawdę sporo na folię bąbelkową, by produkty przetrwały podróż. 

W tym wpisie chciałam napisać coś o tańszych, lecz dobrych kosmetykach, które są zdecydowanie wystarczające dla każdej dziewczyny. Idealne zastępniki produktów z wyższych półek... wierzcie mi. W dodatku na każdą kieszeń. 


Długo szukałam odpowiedniego dla siebie podkładu. Mieszałam po kilka, by uzyskać choć trochę zadowalający efekt, ale i tak nigdy nie udawało mi się to w 100%. Dopiero w ostatniej paczce, która dotarła do mnie tydzień temu trafił w moje ręce Revlon Colorstay. O dziwo spełnia wszystkie moje oczekiwania, więc już mogę skończyć poszukiwania. Zdecydowanie mój nr 1. Z korektorem też był problem, ale gdy pare miesięcy temu odkrywałam Makeup Academy Cover & Conceal odetchnęłam ze spokojem. Mój codzienny przyjaciel.


Do konturowania twarzy spokojnie wystarczyłaby paleta od Make Up Revolution - Ultra Blush Palette: Golden Sugar 2 Rose Gold, ale zdecydowałam się na zakup rozświetlacza Vivid tej samej marki: Ever Glow Lights. Dla mnie zdecydowanie są to najlepsze produkty, i nie potrzebuje żadnych innych. Mam co prawda bronzer Honolulu by W7 oraz dwa serduszka od I Heart Make Up, ale ich nie używam. Wiadomo jednak, że każdy ma inny gust. Pewnie sama bym używała serduszek jak inne blogerki, gdybym nie trafiła na ten zestaw. 


W mojej toaletce można znaleźć naprawdę dużo szminek. Kiedyś nawet jak Piotrkowi się nudziło to układał mi je na setki sposobów w organizerze :D Jednak to matowe szminki od Golden Rose: LONGSTAY Liquid Matte Lipstick "Kissproof" są tym numerem jeden. Od lewej to odcienie 13, 12, 03 oraz 04. Zdecydowanie najczęściej używam 13, bo zwykle wolę podkreślić oczy niż usta, a kolor nude pasuje do wszystkiego. Jest genialnym wykończeniem każdego makijażu. Idealnie komponuje się z jedną z moich nowości: kredką od essence Winter Glow. Dzięki niej możemy zrobić modne ombre na ustach - w połączeniu z matową pomadką - świetny efekt.


Jeśli cienie do powiek w okazyjnej cenie to tylko od Make Up Revolution. Świetna pigmentacja i kolorystyka. Mam kilka ich paletek, ale do moich ulubionych należą te z linii I Heart Make Up: Naked Underneath oraz różowa czekolada Pink Fizz. Muszę jeszcze rozszerzyć swoją kolekcję Obsession with Chocolate o Golden Bar, a z czasem o inne z tej serii, bo naprawdę warto. 


Nawet nie wiecie jak bałam się o tą paletę cieni do brwi od W7. Wcześniej używałam od MUR, niestety nie podeszły mi kolory, a w powyższym nr 3 się zakochałam i wiedziałam, że będzie idealna. Wcale się nie myliłam! Mimo uprzedzenia do tej firmy udało mi się przełamać i jak się okazało - słusznie. Kolorowe eyelinery od Golden Rose chyba każdy zna, ja na razie posiadam tylko odcień 101 w kolorze srebra, ale to tylko kwestia czasu. Świetnie komponuje się nad czarnym. Apropo ostatnio skusiłam się na ten od L'Oreal Paris Superstar i to też był strzał w dziesiątkę. Nie rozmazuje się i jest trwały, a co najważniejsze dla mnie: nie odbija się na górnej powiece. Nie wyobrażam sobie korzystać z innego. Moja ostatnia perełka do wykańczania makijażu oka - zestaw top + mascara od essence. Kupiłam go ze zwykłej ciekawości, a jednak zostanie ze mną na dłużej. 


 Wierzcie mi (lub nie), ale naprawdę są to kosmetyki niby z niższych półek, a jednak zdecydowanie wystarczające. Wiadomo, nie jest to Zoeva, Kylie czy MAC, ale za taką cenę jakość jest naprawdę świetna. Przynajmniej dla mnie. Może miałyście styczność z tymi produktami? Co o nich sądzicie?
Przypominam, że wszystkie elementy opisane powyżej znajdziecie na cocolita.pl :) 

Zapraszam na mojego Instagrama, by być na bieżąco z wpisami , a jeśli macie jakieś pytania to możecie zadawać je na moim ask.fm.

czwartek, 6 kwietnia 2017

BLOGERKI MAJĄ L4, ALE NIE MACIERZYŃSKI

Obiecywałam tyle razy, ale brakowało czasu bądź motywacji. Reaktywowałam bloga niejednokrotnie i mówiłam o regularnych postach, tak wiem, przyznaję. Nie chcę się tłumaczyć, ale miałam mały powód. Dosłownie mały..

W czerwcu 2016 dowiedziałam się, że będę mamą. Na początku bałam się jak to będzie, ale dzięki bliskim strach szybko minął. Teraz, gdy Julka ma 48 dni każda chwila jest wyjątkowa. I śmiało mogę powiedzieć, że to najlepsze, co mnie w życiu spotkało. Ale nie o tym miałam pisać...

 KLIK

Po co więc wróciłam? Nie, nie zamierzam zmienić bloga na pateringowy na co decyduje się większość blogerek po urodzeniu dziecka. Po prostu dzięki ciąży miałam czas, by w końcu na spokojnie zastanowić się nad przyszłością i nad tym, co chciałabym w życiu robić. Odkryłam, że kocham kosmetyki i na tym głównie chce się teraz skupić. Zawsze się malowałam, ale nie umiałam wykonać dobrego make upu, a teraz z dnia na dzień mam wrażenie, że wychodzi mi to coraz lepiej. Następnie bycie Dj-em: nie piszę tego po raz pierwszy, ale w końcu chce w to porządnie zainwestować. W tamte wakacje po raz pierwszy udało mi się zagrać na imprezie (o czym pisałam tu) i od tamtej pory miałam kilka propozycji, lecz z wiadomych względów musiałam je odrzucić. Poza tym blog - czyli największa pasja. Zniknęłam, bo nie chciałam prowadzić go byle jak. Wolny czas, którego miałam naprawdę sporo chciałam jak najlepiej wykorzystać w gronie znajomych, więc brakowało go na prowadzenie tej strony jak należy. Skupiałam się na łapaniu ostatnich beztroskich chwil. Widzieliście, że jednak pojawiła się notka o motopasterce, cóż... nie umiałam się powstrzymać. Miłość do tego typu imprez nigdy nie przeminie. Jeszcze najśmieszniejsza kwestia - od początku istnienia tego mojego zakątku mówiłam, że będą się tu pojawiać też wpisy modowe. Niestety do tej pory nie byłam na tyle zmotywowana, by wcielić to w życie. Natomiast teraz biorę się za siebie, zamierzam iść na siłownię i zacząć zdrowo się odżywiać, by pozbyć się śladów ciąży i porodu... i gdy tylko sylwetka powróci przynajmniej do formy sprzed prawie roku znajdziecie też tu kącik fashion. 

Podsumowując: blog zostaje w tematyce lifestyle, muzyka, spoty samochodowe, w końcu z dodatkiem fashion i nowością, czyli beauty. 

Tym razem się nie poddam. I udowodnię, że dziecko nie jest przeszkodą ani ograniczeniem. Wręcz przeciwnie - może być motywacją. Co prawda piszę do Was dopiero ponad miesiąc po porodzie, ale musiałam odnaleźć się w nowej roli i przede wszystkim nauczyć się organizacji czasu. Ale teraz wracam do Was ze zdwojoną siłą i już tu zostanę. 


Jeśli chcecie być ze mną na bieżąco to zamiast snapchata zaczęłam ostatnio używać InstaStory, więc zapraszam na mój instagram.

A gdybyście mieli do mnie jakieś pytania to zapraszam na mój ask.fm.

czwartek, 29 grudnia 2016

II MOTOPASTERKA 2K16 NJSBC MYŚLENICE

Święta wiadomo - spędza się w gronie najbliższych - przez co rozumiemy głównie rodzinę. W tym roku mieliśmy utrudnione zadanie, bo z chłopakiem musieliśmy objechać dwie Wigilie, gdyż nikt nie chciał odpuścić. Doszliśmy więc do porozumienia i najpierw zasiedliśmy do stołu u mnie, a potem na szybkości u Piotrka.

Dla mnie jednak jeszcze jeden aspekt Świąt był ważny, a mianowicie motopasterka, czyli spot organizowany w późnych godzinach wieczornych, by wszyscy byli najedzeni po uroczystej kolacji i każdy bez problemu mógł zdążyć chociaż na chwilę. Praktycznie przy każdej większej miejscowości znajdzie się jakiś team odpowiedzialny za organizację takiego wydarzenia. My mieliśmy do wyboru zjazd w Krzeszowicach, w Krakowie z BMW Team Kraków oraz w Jaworniku. Wybór padł na to ostatnie miejsce, głównie z racji tego, że mieliśmy porównanie jak gdzie co będzie wyglądać i obraz ilu znajomych możemy spotkać. Poza tym chcieliśmy mieć dostępny duży parking oraz ciekawą drogę przejazdową, składającą się z wielu serpentyn, by polatać bokiem po drodze. 

Umówiliśmy się z reszta przyjaciół, że spotykamy się u Kalima pod domem o 22, a ponieważ na początku mieliśmy jechać tylko na trzy samochody, sądziliśmy, że to wystarczający limit czasu, by się ostatecznie zebrać i na spokojnie dojechać na czas. Osobiście mieliśmy mały poślizg (takie tam niewinne niecałe 10 minut), ale gdy podjechaliśmy pod garaż okazało się, że uzbierało się nas już 6 pojazdów i czekamy przynajmniej na 2 kolejne. Do tego Paweł stwierdził, że zmieni sobie opony, bo tylne miał prawie łyse. I tak nas zeszło ze wszystkim kolejne 20 min... W międzyczasie ustaliliśmy, że ja z Piotrkiem i Norbertem jedziemy właśnie E36, w którym zmieniano opony oraz drugi z nami pojedzie Kamil, bo tylko ta dwójka fanatyków latania bokiem chciała urozmaicić sobie podróż jadąc wioskami, by zakręty brać bokiem. Reszta zdecydowała, że przejazd pokonają autostradą wyjeżdżając prosto na zakopiankę. Gdy gumy zostały założone na tył sedana wybraliśmy się jeszcze wszyscy na Orlena: jedni tankowali, a drudzy wykorzystywali ostatnie chwilę by dopieścić swoje wozy na myjni. W drodze na stację prawie spowodowaliśmy kolizję zjeżdżając z Bieżanowskiej na Barbary, bo Kalima który prowadził obróciło, a my lecąc za nim w ostatniej chwili odbiliśmy tak, że ustawiliśmy się równolegle do jego coupe. Nie ma strachu - sami wykwalifikowani drifterzy :D Gdy już wszyscy w 100% byli gotowi, a ostatnie auta, których wyglądaliśmy dołączyły na nas, wyjechaliśmy z powrotem na Wielicką i tak rozdzieliśmy się według planu. W trasie sialiśmy terror głównie przejeżdżając przez Koźmice Wielkie, gdzie znajdują się idealne serpentyny, przystosowane w sam raz na takie tylnonapędówki jakimi podróżowaliśmy. Niestety w połowie trasy musieliśmy trochę przystopować, głównie z tego powodu, że naszemu kierowcy czyli Pawłowi uciekła 1/4 zatankowanego paliwa, ale też dlatego, że na pewnym odcinku znajdowały się "zakręty śmierci", czyli źle wyprofilowane, gdzie taka ekstremalna jazda mogłaby się skończyć nieciekawie. Gdy dojechaliśmy na miejsce (chłopaki, którzy odpuścili sobie prowadzenie pojazdów kulturalnie spożywali złoty napój bogów - dotarli więc w śmieszkowatym nastroju) skontaktowaliśmy się z grupą, która wybrała drogę ekspresową. Okazało się, że oni też właśnie wjeżdżają na motopasterkę i wybraliśmy miejsce, gdzie zmieściliśmy się całą ekipą. Droga wjazdowa na wydarzenie znajdowała się w ciągłym ruchu - jak widać:

video

Frekwencja całego wydarzenia była niższa niż rok temu - możliwe że z powodu pogody - śnieg z deszczem i okropny wiatr sprawiały, że można było zamrznąć. Dużo osób też przewijało się tylko na chwilkę, by zobaczyć co się dzieje i spotkać kumpli, złożyć życzenia i uciekać do ciepłego domu. 
Na początku wydawało się spokojnie, więc razem z chłopakiem rozglądaliśmy się za innymi znajomymi. Udało się zlokalizować kilku, więc podbijaliśmy by pogadać, złożyć życzenia i ewentualnie się napić (oczywiście żaden kierowca alkoholu się nie tykał!). Gdy wróciliśmy do naszego "teamu" (żałuję, że chłopaki nie pomyśleli nad naklejkami NJSBC Bieżanów, bo naprawdę byliśmy największą przyjezdną grupą) jakaś honda zaczęła gazować. Kubica nie mógł tego zostawić obojętnie, więc gdy tamten skończył popis, odpalił swojego niepozornie wyglądającego  Nissana Sunny i pokazał jak to się powinno robić. Tak pluł marchewami, że jakiś ziomuś odpalił sobie od takowej szluga - co widać na poniższym filmiku.

video

Szalony Bigos całą motopasterkę narażał swoje zdrowie, wtedy chyba najbardziej, gdyż by dobrze nagrać filmik na snapie niemal włożył rękę do wydechu. Na szczęście się nie poparzył (albo był tak znieczulony, że tego nie poczuł:D).



W tym samym czasie przyjechała beciarnia z Bochni i ustawiła się obok. No i się zaczęło... niewinnie, bo od krótkiego palenia gumy. Nasi panowie nie mogli być gorsi, więc odpowiedzieli tym samym. Kamilowi zaczął trochę tył uciekać, ale chłopaki to zauważyli i odepchnęli, by nie znokautował pojazdu obok. Nagle większość uczestników spotu ustawiło się w kole i zaczęło ich nagrywać, haha, tak Bieżanów rozkręca imprezę :D A ponieważ inni się rozjeżdżali do domów, zrobiło się trochę luzu i powstał wolny plac, w sam raz, by można pokręcić bączki. Kalim poszedł na pierwszy ogień, odpalił nutę i poleciał. Gdy kończył mrugnął Pawłowi, że zjeżdża i może on zaczynać. W ten sposób się wymienili. Po nich wjechały bety na blachach KBC, mając wszystko tak samo rozplanowane. W tle ktoś odpalał fajerwerki oraz płonęły race. Po skończonym pokazie Piotrek podszedł do jednego z nich z pytaniem, czy nie polecieliby na dwa samochody. Gościu bez problemu się zgodził, chociaż nie wyszło tak precyzyjnie jakbyśmy chcieli, co możecie zobaczyć niżej:

video

Inni też próbowali swoich sił, mam na to kilka dowodów:

video

video

video

Jako, że właściciele pojazdów na przód napęd nie chcieli być gorsi, to radzili sobie przy pomocy kumpli, którzy przytrzymywali przód samochodów w powietrzu, by chociaż spalić gumę (niektórzy próbowali też latania na ręcznym, ale no...). 
Najzabawniejsza jak dla mnie była akcja z lanosem, gdzie panowie nie podnieśli go, ale próbowali przytrzymać. Niestety nie dali rady i porozbiegali się, gdy kierowca dodał gazu. Jeden tylko uczepił się tyłu i przemknął parę metrów za nim niczym na nartach, tylko że butami ^^ 
Tu macie filmiki, jak chłopaki od nas palą kapcia: pierwszy - wspomniany wcześniej Nissan. Drugi to filmik z mojego Instagrama, którego głównym bohaterem jest VW IV GTI.

video

video


Na koniec chłopaki od nas zakręcili się pare ostatnich razy, Kalim usiadł na oknie u Pawła, a wszystko to nagrywał dron, z którego nie udało mi się zdobyć poszczególnych wycinków filmu. Pozostaje więc czekać, aż pojawi się oficjalne wideo z tej motopasterki, gdzie zostaną użyte właśnie te nagrania. Gdy tylko się ukaże aftermovie odnośnik będziecie mogli znaleźć u mnie na snapie, więc zapraszam do dodawania : easyfreaky
Droga powrotna też odbyła się "na wesoło", ale szczegóły jednak zostawię dla siebie ^^

Ogólnie wydarzenie jak zawsze - na wielki plus. Spotkałam wielu znajomych, których nie mam okazji widywać poza takimi spotami, poznałam sporo nowych ludzi, no i oczywiście wyniosłam z tego dużo pozytywnych wspomnień. Święta zaliczam więc do udanych, bo oprócz rodziny spędziłam je z przyjaciółmi i "obcymi" ziomeczkami, których łączy wspólna pasja. Atmosfera była niesamowita - zero barier, nawiązywanie znajomości, każdy rozmawiał z każdym - taka rodzinna... Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej Wigilii.

Przepraszam za jakość filmików i zdjęć, ale niestety w moim telefonie padła bateria, i wszystkie materiały pochodzą od znajomych. 



Mam nadzieję, że Wasze Święta były równie udane :*

piątek, 19 sierpnia 2016

DĄŻENIE DO MARZEŃ

Każdy z nas ma jakieś mniejsze lub większe marzenia, cele... 
Szkoda mi tylko osób, które już na starcie się poddają i nawet nie chcą spróbować.


Ja się nie poddawałam. Potrzebowałam dużo czasu - przyznaję - a na początku funduszy, by zainwestować choćby w najprostszą konsolę DJ-ską. Wybór padł na DJ Hercules Control Instinct, czyli dla osoby takiej jak ja, która wcale nie siedziała w temacie, idealna. Gdy w końcu doczekałam się kuriera moja radość była przeogromna, część marzenia już za sobą, tylko chłopak się śmiał, że wygląda jak zabawka. Racja, ale wszystkie podstawowe funkcje posiadała, do nauki w sam raz, więc nie narzekałam. Gdy zainwestowałam w to marzenie - jak z nieba ostatnio dostałam więcej czasu dla siebie. Tym sposobem udało mi się zagrać na osiemnastce znajomego, tak, pierwszy debiut po długim wyczekiwaniu w końcu mam z sobą. Najbardziej zszokował mnie menager lokalu, w którym odbywała się impreza. Najpierw spytał, od jak dawna gramy a gdy odpowiedziałam, że tak naprawdę pierwszy, opadła mu szczena, dosłownie! W efekcie zabrał ode mnie numer kontaktowy (organizuje on różne przyjęcia okolicznościowe), bym w razie potrzeby zagrała. Miłe zaskoczenie. Ale na tych urodzinach się nie kończy, za tydzień i w połowie września mam kolejne zarezerwowane terminy, gdy będę mogła stanąć za konsolą. Jak widać: jeśli jesteś wytrwały - jesteś w stanie osiągnąć wszystko. Oczywiście nie samemu dlatego z tego miejsca chce podziękować mojemu chłopakowi Piotrkowi za ogromne wsparcie z jego strony, dziękuję Skarbie!

Irytują mnie ludzie, którzy uważają, że zawody typu DJ, stylistka paznokci czy tatuażystka są niepotrzebne bądź banalne. Nie raz czytam w Internecie, że rodzice wydziedziczyli własne dziecko, gdyż zamiast zostać prawnikiem - sprzeciwiło się, poszło w stronę marzeń - i teraz to oni mają nie dość, że lepsze warunki do życia to jeszcze czują się spełnieni i robią co kochają. Więc błagam: przestańcie żyć według oczekiwań inncyh i zacznijcie się realizować wobec Waszych celów.

Ale przechodząc do perełki, ja dopiero raczkuje, a moja znajoma robi niezłą "paznokciową" robotę! Potwierdzam to naukowo, bo gdzie się nie pojawię, dziewczyny pytają o moje paznokcie. Justyna na początku zajmowała się tylko kształtowaniem moich paznokci oraz ich malowania (wierzcie mi, przez ostatni rok miałam na nich wszystko, od łąk po pacmany). Od niedawna zainwestowała kupując cały potrzebny osprzęt do robienia hybryd. Nigdy nie byłam za tą metodą ozdabiania (miałam uraz/traumę zwijcie jak chcecie), lecz jakoś dałam się namówić. Teraz mogę śmiało się zwać "stałą klientką". Oprócz idealnych efektów końcowych oferuje też atrakcyjną cenę - 25 złotych (w Krakowie żadna z Was nie znajdzie nic taniej). W każdym razie mój raczkujący DJ-ing przy jej zdolnościach manualnych może się zwać jedynie amatorskim, przy jej pełnym profesjonalizmie. Polecam serdecznie, a na zachętę poniżej macie kilka jej prac :) 
Przekonajcie ją, by nie siedziała w szafie i założyła fanpage, szkoda talentu!









 Hybrydy (kontakt) : Justyna Bujas


PS: Jeśli uważacie, że bycie DJ-em jest łatwe bądź po prostu szukacie dobrego filmu do oglądnięcia to polecam WE ARE FRIENDS. Świetny film, daje do myślenia. Mnie osobiście motywuje. 

Wiem, że zalegam z kilkoma wpisami... Obiecuję się poprawić w najbliższych dniach, jak na razie jednak życzę Wam dobrej nocy :*